Wspomnienie o Jerzym Luberze…

32

Informacja: Tekst ten miał się ukazać w niedzielę 11 kwietnia jednak ze względu na ostatnie wydarzenia przesuneliśmy jego publikację.

Nie wolno się poddawać. Wspomnienie o Jerzym Luberze.

Jerzy Lubera urodził się 8 czerwca 1960 w Nowej Dębie. Początkowo zamieszkuje w jednym z bloków przy dawnej ul. Świerczewskiego (dzisiaj Jana Pawła II), następnie wraz z rodzicami i rodzeństwem (siostry: Grażyną i Danutą, oraz bratem Robertem) przenoszą się na ul. Leśną. Jego dzieciństwo i młodość są związane z Nową Dębą. Tu się wychowuje, tu kończy szkołę podstawową oraz liceum ogólnokształcące. Po egzaminie maturalnym postanawia kontynuować naukę na Politechnice Rzeszowskiej na Wydziale Mechanicznym. Marzy o tym, by zostać inżynierem. Konstruowanie, planowanie i twórcze myślenie są jego pasją. Na studiach wiąże się na stałe ze swoją szkolną miłością, Janiną Jakubowską. Po uzyskaniu dyplomu inżyniera wraca wraz z żoną Janiną do Nowej Dęby, gdzie oboje rozpoczynają pracę w Zakładach Metalowych „Dezamet”. On pracuje w biurze konstrukcyjnym, ona w dziale gospodarki energetycznej. Po trzech latach pracy Jurek awansuje na stanowisko kierownika biura.W latach 90. oboje przenoszą się z Dezametu do pobliskiego technikum, gdzie obejmują posady nauczycielskie.

Oprócz pracy zajmują się wychowywaniem swoich dwóch synów: starszego Roberta i młodszego Jacka. Ponadto starają się znaleźć czas na realizację swoich marzeń. Luberowie uwielbiają pływanie, nurkowanie i żeglarstwo. Jerzy postanawia połączyć swoje umiejętności zawodowe z zamiłowaniem do sportów wodnych i zabiera się za poszukiwanie projektów jachtów a następnie przystępuje do wykonania upatrzonej przez siebie łodzi.Wówczas jeszcze nie wie, że zbudowany przez niego w niecały rok jacht, otworzy nowy rozdział w jego życiu.

Powstanie Bractwa Rycerskiego Miasta Nowa Dęba
Jerzy Lubera był osobowością, wobec której nie dało się przejść obojętnie. Zauważała to głównie młodzież, z którą na co dzień spotykał się w szkole. Wielu uczniów tak polubiło swojego belfra, że zaczęli odwiedzać go również w domu. Co robili? Rozprawiali o otaczającej ich rzeczywistości, o mieście, o literaturze, o polityce. Rozmawiano właściwie o wszystkim. Jurek nie bał się trudnych tematów, a jego uczniowie nie bali się zadawać trudnych, często niewygodnych pytań. Klimat wytworzony na Leśnej zaczął udzielać się coraz większej grupie młodzieży. Jurek potanowił sformalizować te spotkania. Najwygodniejszą formą wydawało się założenie stowarzyszenia. Padł pomysł założenia Bractwa Rycerskiego. Wiele osób stukało się wówczas po głowie: Bractwo rycerskie w Nowej Dębie? To niewykonalne!- mówili.

Jerzy wraz ze swoją pierwszą założycielską gwardią postanowił pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Największą przeszkodą okazały się sprawy finansowe: kupno strojów, rekwizytów, książek historycznych itd. Chcąc zdobyć środki na rozkręcenie przedsięwzięcia Kapitan nowo powstałej armii postanawia sprzedać swoją ukochaną łódź. Część w ten sposób uzyskanych pieniędzy przeznacza na budowę Bractwa Rycerskiego Miasta Nowa Dęba.

Uczył młodzież jak żyć
W ciągu ponad 10 letniej historii Bractwa przez jego szeregi przewinęło się około 400 osób. Kapitanowi zależało, aby Bractwo dawało nie tylko żywe lekcje historii dla jego członków i widzów, ale przede wszystkim uczyło swoich podopiecznych podstawowych wartości takich jak honor, patriotyzm, przyjaźń, zrozumienie i szacunek dla drugiego człowieka, cierpliwość, umiejętność walki o swoje prawa i swoją godność, a także wiary w to, co na pozór wydaje się niemożliwe.

Kapitan często dzielił się swoimi spostrzeżeniami na różne tematy. Siadał w fotelu i mówił. Często prowokował, zadawał trudne pytania, wystawiał swoich podopiecznych na próbę. Potrafił także burzyć stereotypowe myślenie. Gdy człowiek przyzwyczajał się do jakiegoś schematu myślowego, on w pewnym momencie przychodził i stawiał człowieka w sytuacji, w której całe dotychczasowe doświadczenie, stawało się niczym.

Jerzy Lubera był stanowczy i konsekwentny, ale nigdy apodyktyczny. Lubił mówić, ale potrafił też słuchać. Członkowie jego drużyny mogli porozmawiać z nim dosłownie o wszystkim, podzielić się każdą swoją bolączką i problemem. Czasem wystarczyło mu spojrzeć prosto w oczy i odnosiło się wrażenie, że „On już wie”. Bo wiedział.

Bo najważniejsze to walczyć do końca i nigdy się nie poddawać
Kochała go młodzież- często obawiali się dorośli. Za odmienność, za nonkonformizm, za mówienie prawdy, za bycie sobą. Nierozumiany budował krok po kroku swój „zakon”. Wychowywał swoją młodzież: dzisiejszych ekonomistów, prawników, historyków, wojskowych, inżynierów, nauczycieli, medyków, informatyków. I mimo, że wielu z nich żyje dzisiaj i pracuje poza Nową Dębą, to dalej są jego żołnierzami, bo jak mawia się w Bractwie: „Gwardii i Zespołu się nie opuszcza”.

Kapitan nigdy się nie poddawał. Nawet wówczas, gdy wykryto u niego śmiertelną chorobę. Lekarze dawali mu wówczas (był to 1997 roku) maksimum 10 lat życia pod warunkiem, że „będzie prowadził oszczędny tryb życia”. Dla mężczyzny w sile wieku taka wiadomość to ogromny cios. Jurek zdawał sobie sprawę z tego, co go spotkało, wiedział również jaki ból i cierpienie dotknie go wraz z postępem choroby. Jednak z godnie z dewizą „Show must go on” postanowił wziąć ten ciężar i iść dalej. Tak daleko, jak tylko się da.

Swoją energię poświęcił na wychowywanie młodzieży, rozwijanie Bractwa Rycerskiego Miasta Nowa Dęba (gwardii miejskiej i zespołu tańca), a także pracę na rzecz miasta i gminy. W ostatnich latach swojego życia choroba znacznie uprzykrzała mu codzienne funkcjonowanie. Ból sprawiały proste czynności, w tym chodzenie. On jednak nie zgrywał męczennika. Za wszelką cenę starał się udowodnić i pokazać, że wszystko jest w porządku.

Zbudował Ratusz
W 2005 roku wystartował w wyborach do Rady Miasta w okręgu nr 1 z listy komitetu „Nasz Samorząd”. Mimo, iż należał do obozu zwycięzców, poddawał krytyce pewne posunięcia swoich kolegów. To nie wszystkim się podobało. Jego wizje nie znajdowały aprobaty wśród samorządowców, co dystansowało go od reszty rady. Był nie tylko osamotniony, ale przede wszystkim zawiedziony- oczekiwał bardziej zakrojonych zmian i miał inne wyobrażenie na temat funkcjonowania władz lokalnych.


W 2008 roku założył Towarzystwo Kultury Powszechnej Ratusz. Ratusz miał zajmować się tematyką społeczno-kulturalną, oraz skupić się na działaniach mających na celu poprawę sytuacji w mieście. Przedmiot zainteresowania Ratuszowców miał być bardzo szeroki: od kwestii urbanistycznych i architektonicznych po sprawy administracyjne i budżetowe. W skrócie Ratusz miał pełnić funkcje metapolityczną, a swoje wnioski i spostrzeżenia zawierać w swoich wydawnictwach (Infonowadeba, broszury, akcje plakatowe, wystawy) i na spotkaniach z mieszkańcami (Uniwersytet Latający i inne).

We wrześniu 2008 roku Towarzystwo Kultury Powszechnej Ratusz wspólnie z Parafią Podwyższenia Krzyża Świętego przeprowadziło zbiórkę książek dla Polaków na Ukrainie. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu mieszkańców udało się zebrać 2 tys. ezgemplarzy.
Następnie, jeszcze za życia Jurka, Ratuszowcy przygotowali dwa spotkania w ramach Uniwersytetu Latającego- pierwsze w prywatnym mieszkaniu założyciela stowarzyszenia, drugie w Samorządowym Ośrodku Kultury. Kolejną ważną inicjatywą było powołanie do życia grupy harcersko-skautingowej EPSEALON działającej jako sekcja Bractwa Rycerskiego Miasta Nowa Dęba. Niestety, dopiero po jego śmierci udało nam się otworzyć przy współpracy z dyr. Krystianem Rzemieniem „Modelarnię Ratuszową”, w której młodzi konstruktorzy budują zdalnie sterowane modele samolotów i statków. Powoli rodzi się idea zbudowania makiety miasta.

W walce o społeczeństwo obywatelskie
Jurek doskonale wiedział, że nie da się zbudować społeczeństwa obywatelskiego bez wspierania organizacji pozarządowych. Wiedział, że bez zaangażowania społecznego miasto czeka naturalna śmierć. Ubolewał, że w Nowej Dębie nie ma miejsca dla tych organizmów, dlatego proponował budowę Ratusza jako miejsca, które będzie służyło nie tylko burmistrzowi i radzie, ale również grupom trzeciego sektora, dzięki czemu stanie się ono sercem miasta . Takie umiejscowienie aparatu administracyjnego i organizacji pozarządowych miało stać się symbolem przejrzystej władzy, w której obywatele patrzą urzędnikom na ręce i żywo uczestniczą w sprawach małej Ojczyzny. Ratusz w jego zamyśle miał stać się miejscem wymiany poglądów, idei, pracy na rzecz dobra wspólnego. Jak pisał socjolog Richard Sennet „Uczestnictwo w „rzeczy publicznej” częściej dziś polega na podporządkowaniu się , a fora życia publicznego takie jak miasto , znajdują się w stanie rozkładu”. Kapitan doskonale zdawał sobie z tego sprawę i wierzył, że ten trend da się jeszcze powstrzymać.

Niestety, operacja, która była dla niego szansą na drugie życie, nie powiodła się. Wprawdzie Jurek przygotowywał wszystkich na swoje odejście, jednak wiadomość o jego śmierci była dla nas ogromnym szokiem i zaskoczeniem. 11 kwietnia 2009 roku, w Wielką Sobotę stacjonowaliśmy w sali katechetycznej Parafii p.w. Podwyższenia Krzyża Św. Byliśmy wszyscy razem. Rozmawialiśmy o codziennych sprawach, żartowaliśmy, opowiadaliśmy o swoich planach. Tragiczną nowinę przekazał nam na prośbę syna Roberta Ks. Eugeniusz Nycz. Rozległ się płacz. Smutek przeszył nasze serca. Jednocześnie pojawiła się złość i pytania: Dlaczego on? Dlaczego teraz? Przecież to nie tak miało być. Mieliśmy tyle do zrobienia!

Siedzieliśmy w ciszy. Nikt nie był w stanie nic powiedzieć. W takich chwilach brakuje słów…Triumfuje bezsilność.

Iść do przodu
Od tamtej chwili minął rok. Rany się zabliźniły, jednak pamięć pozostaje. Pamięć i wdzięczność za wszystko czego nas nauczyłeś. Pamięć i radość, że było nam dane przeżyć tyle wspólnych chwil, przebyć tysiące kilometrów, stoczyć setki zażartych dyskusji. Możesz być dumny ze swojego dzieła. Twój wysiłek nie poszedł na marne. Jak pisał Zbigniew Herbert „Prawo Tablice Zakon trwa”. Jurku: Show must go on!

Marek Ostapko

Pokaz slajdów:

0

32 KOMENTARZE

  1. Wśród wychowywanej przez Kapitana młodzieży pragnę zauważyć też co najmniej dwóch psychologów :).
    Brak słów żeby opisać kogoś tak bliskiego. Było tyle lekcji, tyle godzin rozmów w autobusie, na drugim końcu Polski, na Leśnej. Zbiegi okoliczności nie istnieją. Mieliśmy Go spotkać, mieliśmy usłyszeć i powiedzieć to co usłyszeliśmy(czasem wielokrotnie) i co powiedzieliśmy. Uwielbiałam to, jak z Kapitanem można było o sprawach "Wielkich" mówić swobodnie, prosto i bez patosu. Wierzę też, że kiedyś jeszcze znajdzie się wiele, wiele czasu na kolejne rozmowy.
    Pamiętamy, tęsknimy, choć robimy wszystko by nie dać tego po sobie poznać.

    0
  2. Kasiu jeśli psycholog to lekarz od duszy to jest on ujęty :P
    Można wiele napisać, ale po co? Ci co Go poznali doskonale wiedzą.
    Od siebie dodam tylko, że my dokończymy to, co Kapitan rozpoczął, a także to, czego nie zdążył. Całe szczęście opowiadał o planach, więc jesteśmy przygotowani.

    0
  3. Przemija tylko to, co jest kłamliwe. Dla prawdy śmierć nie istnieje…

    Myślę, że nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich, którym Kapitan był bliski, On nie przeminął. Był, jest i będzie w naszych sercach. Tak szczerych relacji i przywiązania, tak wielu nauk i rad, nie zapomina się.
    Kapitanie pamiętamy i pamiętać będziemy!
    Dziękuję za wszystko.

    0
  4. Tyle wspomnień, przeżyć, rozmów, które teraz dają siłę do podejmowania wyzwań oraz owocują wiarą w siebie. Dziękuję za wszystko, za naukę, że zawsze trzeba pamiętać o szacunku dla drugiego człowieka, aby nie uciekać przed wyzwaniami oraz żeby wierzyć we własne siły. Dzięki Kapitanowi przekonałam się, że nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko takie, które wymagają trochę więcej wysiłku.
    Można wiele napisać, ale trzeba działać :)
    Kapitan przecież zawsze pozostanie w naszych sercach.

    0
  5. [size=12]Wiersz poety którego obaj ceniliśmy. Dla mnie w 100% o Tobie:

    [quote]
    Kim stałbym się gdybym Cię nie spotkał – mój Mistrzu Jerzy*
    Do którego po raz pierwszy zwracam się po imieniu
    Z pietyzmem czcią jaka należy się – Wysokim Cieniom

    Byłbym do końca życia śmiesznym chłopcem
    Który szuka
    Zdyszanym małomównym zawstydzonym własnym istnieniem
    Chłopcem który nie wie

    Żyliśmy w czasach które zaiste były opowieścią idioty
    Pełną hałasu i zbrodni
    Twoja surowa łagodność delikatna siła
    Uczyły jak mam trwać w świecie niby myślący kamień
    Cierpliwy obojętny i czuły zarazem

    Krążyli wokół Ciebie sofiści i ci którzy myślą młotem
    Dialektyczni szalbierze wynawcy nicości – patrzyłeś na nich
    Przez lekko załzawione okulary
    Wzrokiem który wybacza i nie powinien wybaczyc

    Przez całe życie nie mogłem wydobyć z siebie słowa dziękczynienia
    Jeszcze na łożu śmierci – tak mi mówiono – czekałeś na głos ucznia
    Którego w mieście sztucznych świateł nad Sekwaną
    Dobijały okrutne niańki

    Ale Prawo Tablice Zakon – trwa (…)[/quote]

    Fragment wiersza Zbigniewa Herberta
    "Do Henryka Elzenberga w stulecie Jego urodzin"
    * w oryginale jest "Mistrzu Henryku" [/size]

    0
  6. Jurku! myślę,że gdzieś tu "fruwasz" teraz nad Nową Dębą i masz na ustach ten swój uśmieszek i czekasz na zmiany, które miałeś w zamyśle. Brakuje Ciebie, dlatego wspieraj " z tej drugiej strony" tych, którzy dokończą to co tak odważnie zainicjowałeś…
    Nie da sie Ciebie zapomnieć!

    0
  7. "Odrobina ognia w jakimś zakątku świata i wszelkie cuda wielkości są wciąż możliwe". Kapitanie byłeś jak ogień, wiecznie gdzieś płoniesz…

    0
  8. A ja pytam ?
    Jak zwykle jesteście dobrzy w żałobie, przegrywaniu, czczeniu, wierze, upamiętnianiu i oddawaniu honorów. A co z budowaniem, rozwojem, pracą, wzrostem, siłą, bezpieczeństwem i pozytywnym myśleniem?! Czy Jurek wolałby to drugie ??????:|

    0
  9. "…czasem wystarczyło mu spojrzeć prosto w oczy i odnosiło się wrażenie, że „On już wie”. Bo wiedział…." ile razy tak było!!!

    Pamiętamy – Kapitanie! Pozdrawiamy Całą Rodzinę, z którą niejednokrotnie spędzaliśmy więcej czasu niż z własną.

    Wspominam czas spędzony "na Bractwie" i łzy cisną się do oczu…

    0
  10. Jurek rzekłby: wyczytałem na stronie :P człowiek rozsądny nie ogląda się za siebie lecz patrzy z uśmiechem w przeszłość .'Alleluja i do przodu :D, Mości Panowie Poloneza czas zacząć :)

    0
  11. Kichote: nikt tu nie płacze i nie załamuje rąk. wręcz przeciwnie Zeby patrzeć w przyszłość trzeba wyciągać lekcje z przeszłości. Ratusz robi swoje, Bractwo robi swoje. Wszystko idzie do przodu… Więc o co kaman? :D Pamiętać trzeba. To, że palisz znicze na grobie nie oznacza, że żyjesz przeszłością ;)

    0
  12. Faktycznie ,może nie zauważyłem ,może tylko wydawało mi się że za mało w Was radości i efektów Waszej pracy, nie za dużo widać .Może Jurek nie do końca był doskonały ? A może na efekty trzeba poczekać ? A może ta atmosfera przysłania obiektywny obraz .A może trzeba iść na piwo .A może czas skończyć z umartwianiem się po nieboszczykach i skończyć odstawiać szopki niezrozumiałe dla nowoczesnego świata .
    Don Qujote

    0
  13. Jakby świat nie rozumiał, to by nie przylatywał do Krakowa (rozumiem, że o to Ci chodzi). Zresztą co to jest za wyznacznik… Każdy człowiek o solidnej konstrukcji wewnętrznej sam wie co jest właściwe i "zrozumiałe", nie musi się oglądać na innych czy na jakiś nieokreślony "świat" – takie zachowanie jest tylko miarą prowincjonalnych kompleksów. Co to jest w ogóle "nowoczesny świat" wg Ciebie? Muzułmańskie przedmieścia Paryża, teksańskie rancho, czy stolica Tajlandii?

    0
  14. Pretensjonalność. Zaściankowość. Niewielki, niewiele znaczący kraj w środku Europy chce pasować do nowoczesnego świata. Chce być trendy. Jakby co najmniej na świecie trendy było zapominanie o przeszłości, zapominanie o znaczących ludziach, znaczących wydarzeniach.

    Bądźcie naturalni. Nie kieruję tego jedynie do Don Qujote, choć w tym momencie głównie do niego.

    A to wszystko jeszcze przy okazji wspomnienia wspaniałego człowieka. Gdyby każde miasteczko miało, choć co pół wieku, taką osobę, Polska nie musiałaby się martwić czy jest rozumiana przez nowoczesny świat (a już na pewno nie byłoby to głównym powodem do zmiartwień Polaków).

    0
  15. Dziękuję Ci za to
    że niedomówionego nie domawiałeś
    niedokończonego nie kończyłeś
    nieudowodnionego nie udowadniałeś

    dziękuję Ci za to
    że byłeś pewny że niepewny
    że wierzyłeś w możliwe niemożliwe

    za to że będąc takim jak jesteś
    nie mówiąc
    powiedziałeś mi tyle…
    (J.T)

    0
  16. Gdyby to wszystko podzielić na tych co wiedzą, będą wiedzieli i na tych co nigdy nie dostąpią tego tego zaszczytu, to Jurek, był bez wątpienia, wśród TYCH najbardziej pierwszych. Miał, według mnie, bardzo piękną ceche, a mianowicie, swoją pracą przywracał pierwotne znaczenie slowom, gestom, zachowaniom, które zostały tak bardzo sponiewierane w okresie tzw. jedynie slusznej drogi rozwoju.

    do Roberta: Skoro jeszcze dzisiaj różne demony (nawet na tym forum) wyłaża w postaci tzw. 'myśli orginalnej' i 'zatroskania' jakże udawanego, znaczy wiele do zrobienia przed nami Waszmościowie. Pozdrawiam.

    0
  17. Śmierć jest z nami od zawsze. I nie jest tak, ze zabiera nam życie. Odwrotnie, to ona daruje nam każdy kolejny dzień. I czeka.
    I kiedy już wszystko oddamy, przychodzi i zabiera nas pod rękę.

    0
  18. Im więcej otrzymujemy, przychodząc na świat, tym większy mamy dług do spłacenia. Ludzie, którzy nic światu nie oddają, żyją zwykle dłużej – ale co to za życie.

    Podziwiałem u Niego jego wyrozumiałość i nieumiejętność skreślania drugiego człowieka, przy jednoczesnym stawianiu mu wysokich wymagań – nie wyższych jednak od tych, które stawiał sobie. Wiedział, że pycha jest matką każdego grzechu i nie potrafił nienawidzić ludzi, z których strony spotykało go coś złego (chociaż historia usprawiedliwiłaby go z tego – ale nie tylko przed nią czuł się odpowiedzialny).

    Nie rozmawialiśmy o tym, o czym tu czytam. Wielu rzeczy sobie nie powiedzieliśmy, tak jak pewne rytuały przechodzi się bez słów. Tak jak na zdjęciach: staliśmy obok siebie, patrząc w tym samym kierunku.

    0

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here