W Nowej Dębie trwa spór, który dawno przestał dotyczyć wyłącznie ochrony zdrowia. Zamknięcie oddziału położniczo-ginekologicznego i neonatologicznego w miejscowym szpitalu wywołało falę społecznego oburzenia, która przybrała formę ulicznej akcji plakatowej. Na plakatach pojawiły się mocne oskarżenia pod adresem lokalnych polityków, których autorzy obwiniają o doprowadzenie do likwidacji oddziałów. Sprawa trafiła jednak nie tylko do opinii publicznej, ale również do organów ścigania.
Według informacji opublikowanych przez „Tygodnik Nadwiślański”, policja prowadzi czynności mające ustalić autorów plakatów, na których niektórzy samorządowcy zostali przedstawieni jako osoby odpowiedzialne za „morderstwo” poprzez doprowadzenie do ograniczenia działalności szpitala. Samorządowcy uznali takie sformułowania za przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki.
– Są jakieś granice walki politycznej. Można się spierać na argumenty, można się nie zgadzać, ale coś takiego, z oskarżaniem o „morderstwo”, to już przekroczenie granic. To jest nawoływanie do linczu, to się odbija na naszych rodzinach. Dlatego solidarnie złożyliśmy zawiadomienie o przestępstwie – mówił na łamach „Tygodnika Nadwiślańskiego” etatowy członek zarządu powiatu Wojciech Śmiech.
Chodzi dokładnie o te plakaty:

Dla wielu mieszkańców reakcja radnych powiatowych („bohaterów plakatów”) okazała się jednak bardziej kontrowersyjna jak sama akcja plakatowa. W mediach społecznościowych dominują głosy wskazujące, że plakaty są wyrazem społecznej frustracji, a nie nawoływaniem do przemocy. Komentujący podkreślają, że mieszkańcy czują się pozbawieni realnego wpływu na decyzje dotyczące ochrony zdrowia i dlatego sięgają po ostrzejsze formy protestu.
W internetowej dyskusji wielokrotnie powraca argument o wolności słowa. Część mieszkańców porównuje angażowanie policji i prokuratury do tego typu spraw jako próbę ograniczania krytyki politycznej, wskazując, że organy państwa powinny koncentrować się na rzeczywistych zagrożeniach dla bezpieczeństwa publicznego, a nie na ściganiu autorów plakatów. Pojawiają się również opinie, że postępowanie może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego, wzmacniając zainteresowanie sprawą i poczucie krzywdy społeczności lokalnej.
Jednocześnie trudno ignorować emocjonalny kontekst całego konfliktu. Dla wielu rodzin likwidacja oddziałów szpitalnych oznacza konieczność dalszych podróży do placówek w innych miastach. W przekonaniu protestujących chodzi nie tylko o kwestie organizacyjne, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo kobiet w ciąży, noworodków oraz osób wymagających szybkiej pomocy medycznej.
Sprawa już nabrała ponadlokalnego charakteru. W mediach społecznościowych odniósł się do niej dr Duszan AUGUSTYN (Uniwersytet Jagieloński) zajmujący się m. in badaniem wykluczenia społecznego:
A JAKIE JEST PAŃSTWA ZDANIE NA TEN TEMAT? CZEKAMY NA WASZE KOMENTARZE.





Mi też się to kojarzy z ubeckimi metodami. Próba ustalania granic krytyki władzy publicznej za pomocą „policyjnej pałki” to dno dna. Myślę, że mieszkańcy przez te dwa lata mieli okazję poznać pana Śmiecha na wylot i więcej nie oddadzą głosu na tego człowieka.
a moim zdaniem wystarczyłby tu neutralny plakat rani, którzy głosowali za zamknięciem porodówki a nie umieszczanie niepotrzebnych słów, które są tu wymazane. Ktoś kto sporządzał te plakaty wykazał się brakiem wyobraźni i krótkowzrocznością. A z drugiej strony jak ten nazywany niesłusznie vce starostą etatowy członek zarządu powiatu wskazuje ,,to się odbija na naszych rodzinach”- to aż się prosi o odpowiedź, że jego decyzja też odbije się bezpośrednio na losach wielu rodzin oczekujących na dziecko bo do oddziału można było przyjść na KTG i inne badania bezpośrednio przed porodem, była szkoła rodzenia gdzie dziewczyny świetnie przygotowywały rodziców od strony praktycznej jak również na rodzinach pracowników i personelu oddziału położniczego. Dlatego należy stawiać dozwolony prawnie ,,bierny opór” samochód/ mieszkanie już od lat można przecież ubezpieczyć przez Internet bo jest taniej.
Nie dotować z budżetu miasta żadnych inwestycji powiatowych. Na kiełbasę i piwo w Tarnobrzegu za moje ???? Za likwidację oddziału za moje???? Coś w powiecie z głowami się porobiło.Mi akcja plakatowa nie przeszkadza, cała prawda całą dobę.
Panowie powiatowi. Takimi zagrywkami nie dostaniecie sie do parlamentu. Tym bardziej ze ani PSL , ani Trzecia Droga nie przekroczą progu 5%.
Trzecią nogą to oni będą się podpierać przy sraniu. Nigdzie się nie dostaną
Mieszkańcy popieraja akcje plakatową. Za to nie popierają powiatu. Myśle ze wasza kariera zakończy sie przy wyborach.
Ten znaczek PiSu u Kosiora został przez niego wykorzystany aby tylko się dostać. Nawet na pierwszym głosowaniu był przeciwko PiSowi. Taki to z niego dobrodziej. Zapamiętajcie mu drodzy wyborcy.
To prawda. Został radnym z listy PiS a po wyborach oddał się PSL-owi. Są pewne określenia na takich ludzi ale nie przytoczę ich bo nie chcę mieć policji o 6 rano.
No ten kosior to masakra Jak mozna w ogole zapisac sie do tej zlodziejskiej bandy pisowskiej, teraz bedzie mial skaze do konca zycia jeszcze potem pojsc do pslu nastepnych zlodzieji?? hahaha mistrzostwo glupoty
Trzeba mieć świadomość odpowiedzialności za swoje decyzje. Czego się spodziewali? Pochwał?
tytuł lokalnego dzbana powinni mu juz wręczyć z góry do końca kadencji
Jak zerknąłem na plakat to myślałem że to jakieś zawody salcesonowe.
No jak tam Dębski syndyk masy upadlosciowej?????? Którym dzisiaj BMW jeździ. Plebs ma siedzieć cicho w swoich czterech ścianach.
Aj, ktoś próbuje ładnie się wybielić tym artykułem może ten ktoś też odpowiada za plakaty ? Aj aj
Ktoś ładnie próbuje sie wybielić tym wpisem. Może ten ktoś odpowiada za likwidacje porodówki? Aj ja jaj…
Ktoś ma narobione w gaciach. Sprawa może kosztować a nie wiadomo czy aby nie jest bezrobotny.
…do linczu politycznego, a na to nie ma paragrafu. Chyba że policjanci dopatrzyli się trupa ale szpital jeszcze zipie.
Mnie zastanawia dlaczego na tych plakatach są Pani Chmielowiec i Pan Zięba skoro nie było ich na głosowaniu za likwidacja szpitala? !!.
Zamiast protestować zajmijcie się bzykaniem dla prokreacji wtedy oddział będzie potrzebny.
Ludzie wy ich wybieraliście Leszka bo był z pisu Ziebe poparla cala Tarnowska Wola
Agi idź się zaszczepić 5 dawka jednorazowej szczepionki
Wy wszyscy potraficie dyskutować zamiast żony zapladnizc co kobieta ma do gadania jak zajdziesz od tyłu
Niezależnie od tego, jakie kto ma zdanie na temat likwidacji oddziałów szpitalnych, warto pamiętać, że w debacie publicznej istnieją pewne granice. Można krytykować decyzje, można się nie zgadzać z radnymi czy zarządem, ale przypisywanie konkretnym osobom „morderstwa” to bardzo poważne oskarżenie.
Zgoda – są granice. Ale pytanie brzmi: czy ta granica została faktycznie przekroczona, czy tylko ktoś udaje oburzenie, żeby nie mówić o tym, co naprawdę boli? Chyba raczej to drugie.
Poza tym nikt nie przypisuje nikomu dosłownego morderstwa. To jest metafora – może chwytliwa, może mocna, ale metafora. Gdy ktoś mówi, że decyzja władz powiatu „zabija szpital”, to nikt rozsądny nie myśli, że radni i starostowie chodzą z nożem. Mieszanie języka potocznego z prawnymi zarzutami to celowe nadinterpretowanie samorządowców, które być może wynika z poczucia winy. Podsumowując: Radni z Nowej Dęby swoim głosowaniem lub brakiem głosowania przyczynili się do likwidacji 3 oddziałów w naszym szpitalu. Chowanie się za „kulturą debaty” tego nie zmieni.
Do panów starostów: trzeba było się społeczeństwa zapytać czy chce likwidować oddział a nie samemu władczo z radą powiatu to robić. Może, my obywatele, w imię ochrony zdrowia i komfortu życia chcemy dopłacać do nawet nie rentowych oddziałów. Proponuje, aby nie budować lodowiska w Gorzycach, bo to na 100% będzie nie rentowne. Zgadzam się w 100% z protestem mieszkańców. Proszę aby Rada Miejska nie wspierała w jakikolwiek sposób powiatu – koniec z tym dziadostwem. Nawet teraz pryncypały powiatowe na dni tarnobrzega mnóstwo kasy przekazują – zastanawiam się w imię czego (zapewne to już jakiś etap kampanii).
Mieszkańcy mają prawo do protestu i wyrażania swojego sprzeciwu. Jednocześnie osoby pełniące funkcje publiczne mają prawo do ochrony swojego dobrego imienia. Najbardziej szkoda, że zamiast rozmawiać o przyszłości ochrony zdrowia, wszyscy skupili się dziś na plakatach i wzajemnych oskarżeniach.
Prawo do ochrony dobrego imienia jest ważne, ale w hierarchii dóbr prawo do ochrony zdrowia i życia całej społeczności stoi bezdyskusyjnie wyżej. Skupianie się na 'uczuciach’ kilku decydentów w momencie, gdy mieszkańcy i położne tracą poczucie bezpieczeństwa, jest zwyczajnie nieetyczne. Jeśli ktoś uważa, że ostre słowa na plakatach są gorsze niż realne ryzyko degradacji szpitala, to ma mocno przestawiony kompas moralny.
W tej sprawie emocji jest bardzo dużo po obu stronach. Może warto wrócić do rozmowy o faktach i rozwiązaniach, bo na tym najbardziej zależy mieszkańcom
Przecież oddział już zlikwidowany, ludzie zwolnieni na bruk. O czym i z kim tu rozmawiać? Znowu przyjdzie Śmiech w białych butach z rękami w kieszeniach i będzie mylił dane z tabelki?
„Wolność słowa jest bardzo ważna, ale nie oznacza prawa do publicznego piętnowania ludzi za pomocą plakatów ze zdjęciami i obraźliwymi hasłami. Można nie zgadzać się z decyzjami samorządowców, ale warto zachować granice szacunku i rzeczowej debaty.”
Szacunek to pojęcie dwustronne. Likwidacja oddziałów szpitalnych wbrew woli mieszkańców to największy brak szacunku dla ludzkiego życia i zdrowia. Plakaty są jedynie lustrem, w którym władza widzi efekty swoich własnych decyzji. Jeśli boli ich to, jak zostali przedstawieni, niech zmienią swoje działania, a nie cenzurują oburzonych obywateli.
Można mieć różne opinie na temat decyzji dotyczących szpitala i każdy ma prawo do protestu. Jednak czym innym jest krytyka decyzji, a czym innym publikowanie zdjęć konkretnych osób i nazywanie ich 'mordercami’. Takie działania nie rozwiązują problemów mieszkańców, a jedynie podsycają emocje i dzielą lokalną społeczność. W demokracji warto rozmawiać o faktach i odpowiedzialności, ale bez personalnych ataków i stygmatyzowania ludzi.
1. Hiperbola jako narzędzie protestu
W przestrzeni publicznej język pełni dwie funkcje: informacyjną i ekspresywną. Hasło „morderca szpitala” należy do tej drugiej. Jest to hiperbola , czyli środek stylistyczny celowo wyolbrzymiający zjawisko, aby zwrócić uwagę na problem. W orzecznictwie sądów (zarówno polskich, jak i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka) wielokrotnie podkreślano, że w debacie publicznej dopuszczalna jest pewna doza przesady, a nawet prowokacji, jeśli służy ona ważnemu celowi społecznemu.
2. Metafora systemowa, a nie personalna
Termin „morderstwo” w odniesieniu do instytucji publicznej jest metaforą uśmiercenia funkcji społecznej. Szpital to nie tylko mury, ale przede wszystkim misja ratowania życia. Jeśli decyzje administracyjne tę misję uniemożliwiają, to w języku potocznym mówi się o „zabijaniu idei” czy „mordowaniu dostępu do leczenia”. Jest to ocena skutku działań, a nie opis czynu zabronionego z kodeksu karnego. Próba dosłownego odczytywania tego hasła jest błędem logicznym i nadinterpretacją.
3. Asymetria w relacji Władza – Obywatel
Obrona tego hasła opiera się na zasadzie, że obywatele mają prawo do ostrego języka sprzeciwu, gdy czują się pozbawieni wpływu na decyzje ich dotyczące.
Władza dysponuje narzędziami administracyjnymi i prawnymi.
Mieszkańcy dysponują jedynie słowem i symbolem.
Karanie za mocne hasła w sytuacji, gdy stawką jest bezpieczeństwo zdrowotne regionu, wywołałoby tzw. efekt mrożący (chilling effect). Oznaczałoby to, że obywatele baliby się jakiejkolwiek krytyki, obawiając się analizy każdego przymiotnika przez prokuraturę.
4. Interes publiczny ponad konwenansem
W prawie istnieje pojęcie kontratypu – działania, które choć formalnie mogą naruszać czyjeś dobra (np. dobre imię decydenta), są usprawiedliwione ze względu na ochronę wyższego dobra. W tym przypadku wyższym dobrem jest prawo społeczności do informacji i protestu w obronie placówki medycznej. Hasło, choć brutalne, jest adekwatne do skali emocji towarzyszących likwidacji oddziałów szpitalnych.
Podsumowując:
Hasło to nie jest oszczerstwem, lecz drastyczną oceną polityczną. Można się z nim nie zgadzać pod względem estetycznym, ale w demokratycznym państwie prawa musi mieścić się ono w granicach dopuszczalnej krytyki osób pełniących funkcje publiczne.
Atakowanie autorów za użycie hasła „morderca szpitala” jest próbą uciszenia słusznego gniewu społecznego poprzez czepianie się semantyki, a nie meritum problemu.
Po pierwsze, należy zrozumieć, że zwrot „morderca szpitala” to typowe określenie publicystyczne i poetycka metafora. W języku polskim od dawna używa się personifikacji w odniesieniu do instytucji czy idei. Przecież nikt racjonalny nie uważa, że można w sensie fizycznym „zamordować” budynek czy jednostkę administracyjną, która jest rzeczą nieożywioną. Autorom plakatów nie chodzi o oskarżenie personalne o zbrodnię, lecz o drastyczny opis skutków decyzji politycznych.
Po drugie, obawy mieszkańców są w pełni uzasadnione ekonomicznie i logistycznie. Likwidacja choćby jednego kluczowego oddziału to prosta droga do marginalizacji całej placówki. Szpital działa jak system naczyń połączonych – utrata jednego ogniwa zaburza tzw. efekt skali i może uruchomić niebezpieczny „efekt domina”. Dziś zamyka się jeden oddział, jutro okaże się, że kolejne są „nierentowne”, aż w końcu z nowoczesnego szpitala zostanie jedynie izba przyjęć. Mieszkańcy mają prawo nazywać to „dobijaniem” ich bezpieczeństwa zdrowotnego.
Po trzecie i najważniejsze – wolność słowa jest fundamentem demokracji. Ostra krytyka władzy i osób decyzyjnych, nawet wyrażona w sposób emocjonalny i dosadny, mieści się w granicach debaty publicznej. Osoby sprawujące funkcje publiczne muszą mieć „grubszą skórę” i liczyć się z tym, że ich działania będą oceniane surowo. Ściganie ludzi za plakaty, które są krzykiem rozpaczy o przyszłość lokalnej społeczności, jest działaniem represyjnym i uderza w wolność wypowiedzi.
Zamiast angażować służby w ściganie autorów haseł, władza powinna skupić się na dialogu i ratowaniu szpitala. Plakaty są jedynie objawem choroby, którą jest brak poczucia bezpieczeństwa mieszkańców. Skupianie się na „obraźliwym słowie” to próba ucieczki od odpowiedzialności za losy placówki.
Nikt nie kwestionuje prawa mieszkańców do protestu, wyrażania gniewu czy krytyki decyzji dotyczących szpitala. To naturalne, że sprawa budzi ogromne emocje.
Problem nie dotyczy jednak samej krytyki, lecz formy. Wolność słowa nie oznacza, że można bez żadnych konsekwencji publicznie umieszczać zdjęcia i nazwiska konkretnych osób pod hasłami sugerującymi odpowiedzialność za „morderstwo”, nawet jeśli ktoś później nazwie to metaforą.
Równie dobrze można powiedzieć, że list gończy jest tylko metaforą.
Równie dobrze można powiedzieć, że list gończy jest tylko metaforą, a jednak jego przekaz jest dla każdego czytelny. W debacie publicznej liczy się nie tylko intencja autora, ale również sposób, w jaki odbiorcy rozumieją przekaz.
Można stanowczo protestować przeciw decyzjom władz, nie sprowadzając sporu do personalnych oskarżeń.
Jedno drugiego nie wyklucza.Jeżeli wszystko jest tylko metaforą, to po co na plakacie znalazły się zdjęcia, nazwiska i stylizacja listu gończego? Krytyka decyzji i wskazywanie winnych to nie zawsze to samo. Wolność słowa chroni prawo do wyrażania opinii, ale nie zwalnia z odpowiedzialności za formę i skutki przekazu.
Dlaczego nie czepiasz się formy w jakiej likwidowano oddział? W styczniu mówili że nie będzie likwidacji. W maju podnieśli łapki za jego zamknięciem. Na sesję w Nowej Dębie poświęconą tej sprawie przyszedł Śmiech w białych butach, ręce trzymał w kieszeni i mylił dane z tabelek. I ktoś jeszcze ma czelność mówić o „formie”, „dobrym smaku” czy konwenansach? Nie kompromitujcie się już w tym starostwie.
Ale sie tu zjechało obrońców śmiechów. Nic wam to nie da hahahah.
W poniedziałek otworzyli urzędy.
Przypomnijcie sobie wypowiedź nijakiego artystę Seweryna co mówił o pis i jakich słów używał i co to już jest ok? Jest skazany ? Aaaa nie bo on artysta jemu wolno bo jest za platfusami taki trendy amerykański Warszawski. A wy tu mowicie o jakimś słowie ma plakacie że nawet dziecko wie że chodzi o morderstwo szpitala.
Ale ja nie napisałem ani słowa o tym, czy decyzja o zamknięciu oddziału była słuszna, ani o sposobie jej przeprowadzenia. To zupełnie inna dyskusja.
Można mieć bardzo krytyczne zdanie o działaniach władz i jednocześnie uważać, że publikowanie zdjęć konkretnych osób pod hasłami sugerującymi „morderstwo” nie jest właściwą formą debaty.
Pytanie nie brzmi: „Czy mieszkańcy mają prawo protestować?”. Oczywiście, że mają. Pytanie brzmi: „Czy wszystko wolno w imię protestu?”. I to już nie jest takie oczywiste.
W imię protestu wolno wszystko co nie jest prawem zabronione. Prosze o paragrafy.
Szpitale i oddzialy zamykaja pacholki tuska za jego zgoda, to tyle w temacie
polska armie i polskie panstwo likwidowali pacholki kaczynskiego i putina, a jak zlodzieje z pisu zadluzyli panstwo przez 8 lat do niebotycznej skali to rudy teraz robi za syndyka upadlosciowego a co jeszcze zostalo po pisowskich zlodziejach sprzeda jeszcze niemcom i tyle w temacie
Najbardziej zastanawia mnie określenie, że ktoś „zapomniał przyjść”. Skąd autor plakatu wie, co było powodem nieobecności? To już nie jest informacja, tylko przypisywanie komuś intencji.
Można napisać, że radny był nieobecny na sesji – to jest fakt. Ale stwierdzenie, że „zapomniał przyjść”, ma już ośmieszyć konkretną osobę i wywołać określone emocje u odbiorców.Co ciekawe, są osoby, które przez całą kadencję opuszczają znacznie więcej sesji, nawet około 30% posiedzeń, i nie budzi to podobnych emocji ani nie staje się tematem plakatów. Dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi tu o równe standardy oceniania wszystkich, lecz o wybiórcze wskazywanie osób, które akurat pasują do określonej narracji.
A przecież mieszkańcom należą się przede wszystkim fakty, a nie emocjonalne etykiety i sugestie.
Chodzi o Mareczka co poparl Bartoszka to dzięki markowi on zostat starosta
Pożyczyłem koledze komarka (motorower). Oddał mi go zepsutego.
Powiedziałem mu „Zarżnąłeś sprzęgło”.
– Nie jestem mordercą. Spotkamy się w sądzie – odpowiedział.
Marek nosi baldachim księdzu to nie glosowal
Porównanie szpitala do komarka ze sprzęgłem brzmi efektownie, ale ma jedną wadę – komarek nie dotyczy bezpieczeństwa tysięcy mieszkańców, a odpowiedzialność za funkcjonowanie szpitala nie spoczywa na jednej osobie.
Skoro już bawimy się w analogie, to warto pamiętać, że nie można jednocześnie twierdzić, że hasło jest tylko niewinną metaforą, a potem przekonywać, że wskazane na plakacie osoby faktycznie ponoszą osobistą odpowiedzialność.Poza tym dziwi wybiórczość ocen. Jednych rozlicza się za głosowanie, innych za nieobecność, a jeszcze innych w ogóle nie bierze pod uwagę, choć ich wpływ na układ sił i decyzje polityczne był znaczący. Jeśli chcemy uczciwie rozmawiać o odpowiedzialności, to warto patrzeć na całość, a nie tylko na tych, których wygodnie jest umieścić na plakacie.
Z tym hasłem „morderca” to gruba przesada.