Do parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Nowej Dębie trafi nowy ksiądz wikariusz. Decyzją biskupa sandomierskiego od 1 lipca posługę w parafii rozpocznie ks. neoprezbiter Przemysław Kotuła.
Ks. Przemysław Kotuła to nowo wyświęcony kapłan diecezji sandomierskiej. Święcenia prezbiteratu przyjął 19 czerwca 2026 roku w Bazylice Katedralnej w Sandomierzu z rąk biskupa Krzysztofa Nitkiewicza. Jak informowała Diecezja Sandomierska, w uroczystości uczestniczyli m.in. kapłani, alumni, siostry zakonne, rodzina i bliscy neoprezbitera oraz liczni wierni.
W homilii biskup Nitkiewicz zwrócił uwagę, że serce kapłana powinno pozostawać wierne Chrystusowi, a owoce kapłańskiej posługi zależą od tego, czy Jezus będzie dla niego „największym skarbem”. Po obrzędzie święceń ks. Przemysław Kotuła po raz pierwszy koncelebrował Eucharystię.
Nowy wikariusz pochodzi z parafii pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Godziszowie. Od 1 lipca rozpocznie swoją posługę duszpasterską w Nowej Dębie.
CZY ZABRAKNIE NAM KSIĘŻY?
Ta informacja to dobra wiadomość na nowodębskiej parafi. W ostatnich latach coraz częściej mówi się o kryzysie powołań kapłańskich i problemie zastępowalności pokoleniowej księży. Każdy nowo wyświęcony kapłan kierowany do parafii jest więc dziś wydarzeniem ważnym nie tylko dla konkretnej wspólnoty, ale także w szerszym kontekście przyszłości duszpasterstwa w Polsce.
Z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że w latach 2018–2024 zmniejszyła się zarówno liczba księży, jak i liczba duchownych posługujących bezpośrednio w parafiach. Szczególnie wyraźny jest spadek liczby alumnów diecezjalnych, czyli kandydatów przygotowujących się do kapłaństwa. Według ISKK od 2018 roku ich liczba zmalała o ponad połowę.
Najnowsze statystyki powołaniowe pokazują, że choć liczba nowych kandydatów do seminariów w ostatnich latach ustabilizowała się na poziomie około 280–300 osób rocznie, to ogólna liczba kleryków nadal spada. Oznacza to, że w kolejnych latach Kościół będzie musiał mierzyć się z pytaniem, czy liczba nowych księży będzie wystarczająca, aby zastępować kapłanów przechodzących na emeryturę lub odchodzących z czynnej posługi.
W praktyce może to oznaczać coraz większe obciążenie duszpasterzy, łączenie obowiązków między parafiami, trudności z obsadą wikariuszy, a w niektórych miejscach także ograniczoną dostępność kapłana dla wiernych. Problem ten może dotknąć również kraj tak tradycyjnie katolicki jak Polska, gdzie przez dekady obecność księdza w parafii była czymś oczywistym.
Na tym tle przybycie do Nowej Dęby młodego księdza, który dopiero rozpoczyna swoją drogę kapłańską, nabiera dodatkowego znaczenia. Dla parafian będzie to okazja do poznania nowego duszpasterza, ale także przypomnienie, że powołania kapłańskie stają się jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed Kościołem w Polsce.
Parafia pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Nowej Dębie obejmuje ponad pięć tysięcy mieszkańców.











Szczęść Boże w Posłudze Wiernym i Panu! Witamy
Szczesc Boze i ratuj sie kto moze
Miej Serce i patrzaj w Serce. Niech się darzy jak najlepiej.
W końcu jakieś odświeżenie w parafii…. Może reaktywacja Oazy jak za czasów księdza Nycza? To były czasy…. Ehh…
bardzo przystojny, szkoda go na ksiedza, ale widac mial powolanie
O jejku… Jaki śliczny…
Najprzystojniejszy to był ten z Chmielowa co ręką tłukł o ambonę jak mówił kazanie jak by się do tępych tłumoków zwracał.
Trzymaj się młody i nie pękaj. Będzie dobrze.
Z Bogiem!
A powinni przysłać nowego burmistrza i radę…
Jak ma nie być problemu z powołaniami, skoro to już nie tak intratny zawód, jaki jeszcze był niedawno… Ludzie teraz bardziej świadomi i coraz częściej zadają sobie pytanie – po co mam chodzić do tego kościoła, skoro nic z tego nie mam? To juz nie to pokolenie co wystarczyło postraszyć że się będą w piekle smażyć, jak które do kościoła nie przyjdzie, a oni już biegli na kolanach bo ksiądz się pogniewał… A wiadomo że jak który przyjdzie , to i co nieco zostawi na tacy. A jak mało zostawi, to się stawkę przy ślubie czy innej żałobnej okoliczności podniesie…
To zwłaszcza duchownych powinno przerażać,że mało powołań bo nauki ich mało skuteczne,nie przemawiają do młodych, co innego mówią a postępują odwrotnie.Nawracanie też powinni zacząć od najbliższej rodziny bo co w niektórych rodzinach się dzieje, z których pochodzą księża,to nic z dekalogiem nie ma wspólnego. Oni głoszą z ambony o miłości bliźniego a tymczasem oddają dziadków,rodziców do ZOLu bo taniej bo to tylko 70 procent dochodu umieszczonej osoby to 30 zostaje jeszcze do kieszeni.
Kryzys powołań nie jest wyłącznie kryzysem seminariów. Jest przede wszystkim kryzysem wiary rodzin, wspólnot i całego społeczeństwa. Tam, gdzie wiara jest żywa, tam zwykle rodzą się również powołania.
Czy dziś naprawdę wierzymy, że Bóg jest żywy, działa i może powołać człowieka do całkowitego oddania Mu życia?
Mocher, masz racje, tam gdzie wiara jest zywa, tam sa i powolania. W obecnym kosciele nie ma wiary w ogole wsrod ksiezy, biskupow. Jest tylko wiara w mamone, zlodziejstwo, kur..wo, pedofilstwo itd I to jest glowny problem, bo czasy sie zmienily i ludzie w koncu to widza i maja dosc takiego kosciola, bo kler jest powolany do sluzby ludziom i Bogu a nie diablu i kasie jak to obecnie funkcjonuje.
Rozumiem Twoje oburzenie. Skandale i grzechy części duchownych wyrządziły Kościołowi ogromną krzywdę i nie wolno ich ani usprawiedliwiać, ani zamiatać pod dywan.
Ale nie zgadzam się z tezą, że „wśród księży i biskupów nie ma wiary w ogóle”. To zbyt daleko idące uogólnienie. Są kapłani, którzy uczciwie i ofiarnie służą Bogu i ludziom, choć o nich rzadko się mówi, bo dobro nie robi takich nagłówków jak skandale.
Moim zdaniem problem jest głębszy. Kryzys powołań jest przede wszystkim kryzysem autentycznej wiary całego społeczeństwa. Księża nie biorą się znikąd – pochodzą z naszych rodzin, parafii i wspólnot. Jeśli wiara słabnie w rodzinach, to będzie słabła również wśród tych, którzy później zostają kapłanami.
Tam, gdzie wiara jest żywa i autentyczna, tam nadal rodzą się powołania. Natomiast tam, gdzie pojawia się obojętność wobec Boga, materializm i utrata zaufania, kryzys dotyka wszystkich – zarówno świeckich, jak i duchownych.
Kościół potrzebuje oczyszczenia, to prawda. Ale nie odbuduje go nienawiść ani uogólnienia. Odbudują go ludzie, którzy naprawdę żyją Ewangelią.
Moher, to, ze jest wstod nich wiara, to jest rzeczywiste uogolnienie i to na wyrost. Znajdz mi wokolo jakiegos ksiedza, ktory rozdaje pieniadze, jezdzi starym autem albo rowerem, pomaga ludziom i nie uprawia polityki z ambony, znajdzie sie ale w jakichs surowych zakonach albo na palcach. Kryzys wiary idzie z gory, bo tam wierzacy czerpia wzorce, a miara kryzysu nie jest liczba wiernych w lawach koscielnych, czy w powolaniach, wiara jest w czlowieku, w naturze, w zwierzetach, czesto ci, ktorzy chodza co niedziela do kosciola, chodza tylko po to , bo co sasiad powie, bo sie nalezy, bo sie jest patriota w cudzyslowie, ludzie maja dosc dzisiejszego kleru i jego pychy i bogactwa, problem jest do rozwiazania na gorze, w instytucji oraz jej wladzach a nie posrod nas, to my jestesmy fundamentem kosciola i naszymi rekoma zostal on zbudowany, dalismy ogromny kredyt zaufania kosciolowi s on go zaprzepascil i to jest powod. Wiec moher nie pisz jakichs propsgandowych gniotow i nie bron zboczencow i bawiacej sie kasty bogaczy i moznowladcow, a wspomoz lud, ktory nie jest winny slabnacej wiary, winien jest kler, ktory powinien byc odciagniety od bogactw i wplywow a przywrocona powinna byc jego rola
Rozumiem Twoje rozczarowanie i zgadzam się, że Kościół potrzebuje oczyszczenia tam, gdzie doszło do grzechu, pychy czy nadużyć. Tego nie można przemilczać.
Nie zgadzam się jednak z twierdzeniem, że problem leży wyłącznie „na górze”, a nie pośród nas. To nie jest sposób myślenia, którego uczy Ewangelia.
Jezus nie mówił: „Najpierw niech nawrócą się inni”. Mówił: **„Nawracajcie się…”** – do wszystkich, bez wyjątku. Do kapłanów, faryzeuszów, celników i zwykłych ludzi. Każdy jest odpowiedzialny przede wszystkim za własne serce.
Dlatego tak ważne są Jego słowa:
**„Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?… Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.”**
Te słowa dotyczą każdego z nas – duchownych i świeckich. Jeśli będziemy widzieli winę wyłącznie po stronie innych, a nigdy po swojej, to żadne reformy nie odnowią Kościoła.
Księża nie spadają z nieba. Pochodzą z naszych rodzin, parafii i społeczeństwa. Jeżeli słabnie autentyczna wiara w rodzinach, słabnie również wśród tych, którzy później zostają kapłanami. Kryzys wiary nie jest więc problemem tylko duchowieństwa – jest problemem całej wspólnoty.
Kościół rzeczywiście potrzebuje odważnych i świętych kapłanów. Ale potrzebuje także świętych ojców i matek, uczciwych małżonków, ludzi żyjących Ewangelią na co dzień. Odnowa Kościoła nie zaczyna się od oskarżania innych, lecz od własnego nawrócenia. Tak uczył Chrystus i ta prawda pozostaje aktualna również dziś.
Bez reformy kleru i gory reforma nie jest mozliwa. Jezeli my sie zmienimy, a kosciol bedzie dalej brnal w to szabko, ktore bije tak wysoko , ale ty tego nie widzisz, kryzys sie poglebii dalej. Jezus nie nakazywal szerzyc wiary za dukaty, Jezus polecal niesc wiare w pokorze i biedzie. Daj mi przyklad jakiegos ksiedza, ktory nie jezdzi nowym samochodem. Daj mi przyklad proboszcza, ktory nie ingeruje w swiatopoglady ludzi i ich wiare, pokaz proboszcza. Kler to kasta i mafia, z niewyobrazalnym majatkiem i przywilejami, ktorych my nie posiadamy. Bo jestesmy gorsi. Gdy ksiezy sie nawroca ludzie takze i pojdzie za tym wieksza frekwencja w kosciolach i wiecej powolan. Mam nie widzie drzazg w oku swego brata, ktory mnie wykorzystuje i wykorzystuje swoich parafian???? Wiesz po co w IV, V wieku wymyslono kosciol??? Nie do szerzenia wiary, tylko do wyssaysanie wszystkiego z takich ludzi, ciemno wierzacych w ta czarna mafie jak ty. Kazdy z nas ma Boga w sercu i nie prawda jest, ze musze do tego kosciola chodzic i przyjmowac sakramenty. Wystarczy, ze czlowiek w srodku mocno wierzy w Boga, modli sie duzo do niego i jest dobrym czlowiekiem. Myslisz, ze ten kto co nie dziela chodzi do kosciola, a pozniej jest zawistny, nienawistny, kradnie i grzeszy, ale chodzi do spowiedzi, chociaz tak naprawde nie zaluje swych czynow, a potem robi to samo pojdzie prosto do nieba, a ten, ktory nie chodzi do kosciola modli sie i jest dobrym czlowiekiem nie pojdzie do nieba?? To albo jestes propagandysta kleru, ktory nas okrada od gory na dol? Albo nie znasz sie na tym co piszesz. Jakis arcybiskup np jedraszewski czy inni za to, ze chronil pedofilow, uprawial polityke z ambony, zyl ponad stan i ogolnie byl zlym czlowiekiem, a mial sluzyc ludziom i Bogu, a nie diablu i mamonie, ma teraz dwie emerytury 260 metrow kwadratowych apartament w Krakowie, sluzbe, taksowki za darmo, jedzenie za darmo. Zreszta wszyscy tak maja z wysokich staniowisk??? To nie jest sluzba diablu??? Wiec chlopczyku ocknij sie poki nie jest za pozno, albo dalej dawaj na tace co niedziela tym zlodziejom po 1000 zl wysylaj nastepnej tubie propagandowej w postaci TvMaryja z pincet i jeszcze wspolmafii PiS wyslij z tysiaca, i twoje zdjecie laduje na pierwszej stronie timesa z naglowkiem idiota roku. Robin Hood nie byl ksiedzem a okradal bogatych i dawal biednym. Kosciol robi odwrotnie okrada biednych i daje bogatym.