Kilkadziesiąt psów wegetuje w Rozalinie, a gmina rozkłada ręce. 11 lat bezczynności?

4

Nowa Dęba / Rozalin, maj 2026 – Na prywatnej posesji w Rozalinie w gminie Nowa Dęba żyje od 30 do nawet 40 psów. Zwierzęta są chore, półdzikie, nieszczepione przeciwko wściekliźnie. Niektóre z nich rodzą się w ukrytych miejscach na terenie posesji – dokładnej ich liczby nie zna nawet właściciel. W pobliżu znajduje się plac zabaw dla dzieci. Problem trwa od 2015 roku.


„Gmina czekała, aż się rozmnożą”

Według aktywistki Anety Sidor z organizacji Liberandum, która nagłośniła sprawę w mediach społecznościowych, historia tej psiej kolonii sięga jedenastu lat. W 2015 roku na posesji przebywało zaledwie pięć suk. Mieszkańcy Rozalina już wtedy zgłaszali problem władzom gminy, domagając się sterylizacji zwierząt. Nie doczekali się żadnej reakcji.

Gmina zamiast sterylizować, nie zrobiła nic. Czekała na dalsze rozmnażanie – pisze Sidor. – No i teraz mamy rok 2026 i psów jest 30–40, a ta cyfra codziennie się zmienia, bo rodzą się szczenięta od suk pochowanych na całej posesji.

Warunki, w jakich żyją zwierzęta, aktywistka opisuje jako skrajne. Psy są pogryzione, chore i półdzikie. Za jedyne schronienie służy im szopa. Nie mają zapewnionej opieki weterynaryjnej, odpowiedniego wyżywienia ani szczepień przeciwko wściekliźnie – chorobie, która stanowi śmiertelne zagrożenie zarówno dla zwierząt, jak i ludzi.


Burmistrz: działamy zgodnie z prawem

Do sprawy odniósł się burmistrz Nowej Dęby Wiesław Ordon. W rozmowie z Tygodnikiem Nadwiślańskim podkreślił, że oficjalne zgłoszenie dotyczące dużej liczby psów wpłynęło do gminy dopiero w 2024 roku. Jak zaznacza, samorząd prowadził rozmowy z właścicielem posesji i proponował różne rozwiązania, jednak możliwości działania są ograniczone przepisami prawa – zwierzęta przebywają na prywatnym terenie.

Dobro zwierząt jest dla nas ważne i dlatego podejmujemy działania możliwe do realizacji zgodnie z obowiązującymi przepisami – zapewniał burmistrz.

Urząd informuje, że obecnie prowadzone są działania obejmujące sterylizację, szczepienia oraz organizację adopcji dla części psów.

Aneta Sidor te zapewnienia traktuje z dużą rezerwą.  – „W piątek zadzwoniłam do burmistrza – takiego poziomu buty , chamstwa i braku kompetencji to ja chyba nigdy nie spotkałam.” – komentuje aktywistka. 

Wiesław Ordon miał twierdzić, że wysterylizował 20 suk. Aktywistka twierdzi jednak, że zabiegów tych dokonała organizacja Powszechna Sterylizacja, a nie gmina. Na pytania o działania urzędu przez ostatnie jedenaście lat burmistrz miał odpowiadać: „A co panią to obchodzi?” i „Czy to ważne, kto wysterylizował?”. Rozmowę zakończył deklaracją udzielenia odpowiedzi na piśmie – co w praktyce oznacza kolejne 14 dni zwłoki.


Mieszkańcy: bezskutecznie prosiliśmy o zebranie sołeckie

Sytuację potwierdzają sami mieszkańcy Rozalina. Jak twierdzą, bezskutecznie zabiegali o zwołanie zebrania sołeckiego w tej sprawie – zarówno u sołtysa, jak i u burmistrza. Ich prośby pozostały bez odpowiedzi.

Jeden z mieszkańców, wskazując na plac zabaw sąsiadujący z problematyczną posesją, zadaje retoryczne pytanie: – Czy musi dojść do tragedii, żeby ktoś wreszcie zajął się tym problemem?

To pytanie nabiera dodatkowej wagi w kontekście zagrożenia wścieklizną. Nieszczepione, półdzikie zwierzęta w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca zabaw dla dzieci to scenariusz, który nie powinien być możliwy w żadnej polskiej gminie.


Oferta pomocy – odrzucona

Aneta Sidor zadeklarowała konkretną pomoc: gotowość do koordynowania adopcji i logistyki, pod warunkiem że gmina wyznaczy weterynarza do przeprowadzenia niezbędnych zabiegów i pokryje ich koszty. Według niej burmistrz nie skorzystał z propozycji.

Aktywistka zwraca uwagę na finansowy wymiar tej bezczynności. Psy żyjące przez lata w warunkach uniemożliwiających socjalizację staną się praktycznie nieadoptowalne. Ich ewentualny pobyt w schronisku – przez wiele lat i w dużej liczbie – może kosztować gminę, a więc jej mieszkańców, znacznie więcej niż terminowo przeprowadzona sterylizacja.

Za chwilę te psy trafią do schroniska, bo żyją w strasznych warunkach uniemożliwiających im późniejszą adopcję. I za pobyt w schronisku zapłacicie miliony – przez wiele lat – ostrzega Sidor, zwracając się bezpośrednio do mieszkańców gminy.


Prawny obowiązek, którego nie można zignorować

Ustawa o ochronie zwierząt nakłada na gminy obowiązek zapewnienia opieki bezdomnym zwierzętom oraz zapobiegania ich bezdomności. Obejmuje to m.in. sterylizację i kastrację. Argument o „prywatnym terenie” jako przeszkodzie prawnej nie zwalnia gminy z obowiązku reagowania na sytuacje naruszające dobrostan zwierząt ani z odpowiedzialności za bezpieczeństwo sanitarne mieszkańców.

Jedenaście lat i kilkadziesiąt zaniedbanych psów. Tyle kosztuje brak decyzji.



WESPRZYJ INFO:

4 KOMENTARZE

  1. – „W piątek zadzwoniłam do burmistrza – takiego poziomu buty , chamstwa i braku kompetencji to ja chyba nigdy nie spotkałam.” – komentuje aktywistka.

    (…)
    „Na pytania o działania urzędu przez ostatnie jedenaście lat burmistrz miał odpowiadać: „A co panią to obchodzi?” i „Czy to ważne, kto wysterylizował?”.

    Ludzie w Nowej Dębie dali się tak upodlić, że dla nich to normalne że gość którego wybrali na burmistrza na nich syczy i warczy. Ludzie z zewnątrz patrzą i niedowierzają że coś takiego może mieć miejsce. Ale telewizja lokalna opłacana z gminy pokaże go jako uśmiechniętego erudytę…

    • Proponuję te psy przewieźć na podwórko burmistrza. My jako mieszkańcy mamy teraz płacić za jego bezczynność?

  2. Powoli się ludziom z miasta oczy otwierają. Gminne spółki i i sytuacje obsadzone w większości ludzmi z Chmielowa, Jadachow i Tarnowskiej – przypadek? Być może. Dla was zostaje praca w Mielcu albo wyjazd za granicę do niemca. Że się tak wszyscy daliscie zrobić… przyjdą wybory i znowu miasto będzie się lenić i nie pójdzie głosować więc wioski wam wybiorą nowego kandydata. Wstyd…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here