[FELIETON] PLAN OGÓLNY. STRACONE SZANSE I STRACONE OKAZJE. CZY DA SIĘ JESZCZE COŚ ZMIENIĆ?

19
Zdjęcie ilustracyjne

GŁOS MIESZKAŃCA


 

W gminie Nowa Dęba trwa procedura przyjmowania Planu Ogólnego – nowego, kluczowego dokumentu planistycznego, który ma zastąpić dotychczasowe „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego”. To on będzie w przyszłości wyznaczał, gdzie mogą powstać nowe domy, a gdzie nie, które tereny uznaje się za obszary zabudowy, a które pozostaną rolne lub zielone.
Innymi słowy – plan ten zadecyduje o tym, jak za kilka czy kilkanaście lat będzie wyglądać cała gmina, zarówno wsie, jak i samo miasto.

Tym bardziej zaskakuje fakt, że dotychczasowe “konsultacje społeczne” odbyły się wyłącznie w sołectwach, czyli na terenach wiejskich. Mieszkańcy miasta – czyli największego skupiska ludności w gminie – nie mieli dotąd okazji, by w podobnej formule spotkać się z władzami, wysłuchać prezentacji projektu czy zadać pytania.
A przecież plan ogólny obejmuje cały obszar gminy, a więc również samo miasto Nowa Dęba.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś zapomniał, iż mieszkańcy miasta również są częścią tej gminy. Co więcej – wielu z nich posiada działki w sołectwach, buduje tam domy lub inwestuje. Ich głos jest więc równie ważny jak głos rolników czy mieszkańców wsi.

Jednak mieszkańcy wsi z planu wcale się nie cieszą. Na spotkaniach, które odbyły się w sołectwach (oraz dwóch osiedlach miejskich), pojawiały się głosy rozczarowania.
Ludzie mówili wprost: „Dlaczego dopiero teraz dowiadujemy się, że taki plan powstaje?” Niektórzy mieli żal, że to moment, w którym na kluczowe zmiany może być już za późno. Bo gdy dokument jest już niemal gotowy, „konsultacje” często sprowadzają się do odhaczania formalności, a nie realnego dialogu.

Plan ogólny to nie urzędowa ciekawostka. To dokument, który – jak przypomina sama gmina – będzie podstawą wydawania decyzji o warunkach zabudowy i wyznaczy tzw. strefy planistyczne.
Mówiąc prościej: jeśli plan przewidzi, że Twój teren nie jest już przeznaczony pod zabudowę, to nawet najładniejszy projekt domu nie dostanie zgody. Jeśli natomiast obok Twojego domu pojawi się nowa strefa inwestycyjna – dowiesz się o tym dopiero, gdy koparka zacznie kopać fundamenty.

Dlatego tak ważne jest, by o planie mówić zanim zostanie przyjęty, a nie po fakcie.
Bo w momencie, gdy dokument trafi do opiniowania i uzgodnień, mieszkańcy mają coraz mniej czasu i coraz mniej wpływu na jego ostateczny kształt.

Tymczasem zamiast szerokiej, miejskiej dyskusji mamy sytuację, w której znaczna część mieszkańców nawet nie wiedziała, że coś takiego jak Plan Ogólny istnieje.
Nie pomogły lakoniczne ogłoszenia na stronie urzędu – mało kto tam zagląda na co dzień. Nie każdy też śledzi biuletyn informacji publicznej. A przecież mówimy o dokumencie, który dotyczy absolutnie wszystkich.

To nie jest tylko kwestia formalności – to kwestia zaufania i przejrzystości.
Jeśli władze chcą, by mieszkańcy angażowali się w życie lokalne, muszą najpierw dać im realną możliwość udziału w decyzjach. Bo dziś wygląda to trochę tak, jakby samorząd zaprosił do stołu tylko połowę gości, a potem ogłosił, że „wszyscy mieli okazję się wypowiedzieć”.

Podsumowując: Z perspektywy biurokracji cała procedura przebiegała i przebiega prawidłowo. Powstaje jednak niesmak bo od prawdziwego gospodarza wymaga się troski i dbania o swoich mieszkańców i znacznie większego zaangażowania niż tylko to, które wynika z przepisów prawa. Gdyby ta troska o dobro wspólne była zachowana nie pojawiałoby się tak wiele głosów krytycznych, tyle napięć i tak dużego poczucia krzywdy jak obecnie.


Imię i nazwisko autora do wiadomości redakcji.

 

19 KOMENTARZE

  1. No właśnie! Były już spotkania z sołtysami na temat planu, były spotkania na wsiach. W mieście nie było ani jednego! Dlaczego dalej gmina nie powołała osiedli w mieście skoro zostały na wniosek mieszkańców przegłosowane? Chociażby na tym przykładzie widać jak osiedla są ważne bo miasto znowu jest olewane.

    • Oj naiwniacy, czego spdziewaliscie sie po milosciwie nam panujacego nauczyciela do Histori, no czego ?

    • Ludzie kupowali działki jako inwestycje dla swoich dzieci. Dzisiaj dowiadują się będą mieli tam pole albo „teren zielony” i słyszą, że trzeba było wcześniej działać. Szkoda gadać.

    • Na tym przykładzie widać czym się różnią osiedla od tak zachwalanego budżetu obywatelskiego. W przypadku osiedli i sołectw istnieje obowiązek konsultacyjny. Proszę zwrócić uwagę, że osiedla zostały przez radnych uchwalone ale uchwała nie została przez burmistrza do dzisiaj wykonana. Czyli sytuacja jak z szatniarzem u Barei: „Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz”.

  2. Wójt wiedział jak siebie przez 20 lat promować i lansować ale jakoś nie wiedział jak w porę rozpromować wśród mieszkańców kwestie planu ogólnego?

    • a czemu tak naciska na przedłużenie jednej tam ulicy

      rąsia rąsię myje

      Przyklepiesz wszystko – podziałamy !!!

    • Działki to teraz temat na topie i taki mocno medialny. Pani radna chyba nie ma świadomość, że będzie kontrolowana jako funkcjonariusz publiczny. CBA lubi to.

    • Może powinny zainteresować się tym służby? Radna ma działać na korzyść mieszkańców a nie tylko swój.

  3. Wszystkie znaki wskazują, że chora jest gmina miejsko-wiejska.
    Wskazania;
    Jak najszybciej oddzielić, te wzajemnie toksyczne dla siebie środowiska.

  4. Informowanie nawet na wsiach było za późno. Dało się to zrobić wcześniej tak żeby każdy chętny mógł wystąpić o warunki zabudowy i otrzymać je na czas nieokreślony. Od 1 stycznia WZ będą na 5 lat.

  5. Kolejny pstryczek w nos względem mieszkańców miasta, zdecydowanie jak najszybciej powinno powołać się dwie gminy miejską i wiejską, to jest jedyny ratunek dla Nowej Dęby przy obecnie rządzących w mieście. Wiesław powinien podać się do dymisji bo obecna kadencja jest wręcz fatalna, więcej szkód niż pożytku i stagnacja zamiast działania. Ludzie ciężko pracują, następnie inwestują oszczędności w kupno działki, budowę domu, jest to proces, który zajmuję kilka dobrych lat. Powiedzmy sobie szczerze, to jak napluć ludziom inwestującym w twarz.

    • Wprowadzenia Planu Ogólnego w naszej Gminie nie wymyślił ani Burmistrz Ordon ani nasi Radni. To ustawa z czasów rządów tak ukochanego w naszej Gminie PiS-u.
      Bez planu ogólnego nie ma mowy o jakichkolwiek, podkreślam JAKICHKOLWIEK inwestycjach.

  6. Jak ktoś ma „grunta” to niech się interesuje przepisami urbanistycznymi.
    O planach ogólnych „młyn” co najmniej od roku. Jakoś większość w ościennych gminach wiedziała, że trzeba działać tylko w Nowej Dębie – perle podkarpackiego intelektu wszyscy czekają na informowanie i wieszają psy na Bogu ducha winnym, w tym przypadku Burmistrzu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here